Fundacja "Przyjaciele Czterech Łap"
Bierzemy odpowiedzialność za tych, których oswoiliśmy
Przyjaciele Czterech Łap
KRS: 0000319906
REGON: 320608231
NIP 597-169-91-69

 
NOWY NR KONTA

40 1440 1286
0000 0000 1637 3273
(PKO BP)
 
PayPal:
fundacja@
przyjacieleczterechlap.pl

 
 
 
 

5- 10 września 2011
 
Wróciliśmy Krótka relacja z naszych pięciu dni w Krzykosach.


Najpierw smutne wieści - niestety zarobaczony szczeniak nie przeżył Robale miał prawdopodobnie nawet w płucach. Biega już sobie za TM.


Z lepszych - cztery szczeniory już zaczynają same jeść Robiłam im papki z mokrego z wodą i wcinały jak głupie. Zbyszek ma kontynuować. Razem z Justyną odrobaczyłyśmy je w poniedziałek, została odrobaczona jeszcze ich mama i druga sunia, która z nimi jest. Niestety Misi (trzeciej suni) nie udało nam się odrobaczyć, bardzo inteligentnie omija tabletki. Chwilowo jest zamknięta osobno, jest plan żeby podać jej po prostu do pyska pastę (sunia się tak panicznie boi ludzi, że z podaniem tabletek bezpośrednio do gardła może być problem).

Bohun w czwartek pozbył się szwów Chłopak okazał się maniakiem... Żółtego sera Działa lepiej niż jakiekolwiek smaczki Coraz chętniej podchodzi, jeszcze nie do końca daje się jednak głaskać. Bardzo spodobał mu się jednak Ttouch W poniedziałek zasnął mi z głową na kolanach podczas masażu. Kiedy przestałam go masować, spojrzał na mnie swoimi ślicznymi ślepkami i położył mi główkę z powrotem na kolanach, domagając się pieszczot Bohunek nie lubi zostawać zbytnio sam, wyje wtedy (odwrotnie niż podczas pobytu Justyny i Sylwii, kiedy to uspokajał się zamknięty sam w pokoju ). Coraz bardziej szuka kontaktu z ludźmi, zabierany na dwór większość czasu spędza podążając za człowiekiem. Nie stawia jeszcze zbyt często zoperowanej nogi, weterynarz stwierdził jednak, że może tego nie robić jeszcze nawet przez 3 tygodnie. Od poniedziałku będzie dostawał jeszcze jakiś lek w płynie do pyska, ale zapomniałam zapytać Zbyszka o nazwę

W środę razem z nami i Bohunem w domu zamieszkał również Czarnulek Też nie lubi zostawać sam, ten z kolej niszczy... Pobyt w domu to jednak dla niego nowa sytuacja, więc nie powiedziane, że tak będzie w przyszłości. W każdym razie Zbyszek pozbył się szklanki i kilku świeczników Także później jak wychodziliśmy zamykaliśmy chłopaków po prostu w pokoju. Czarnulka trochę wymęczyłam głaskaniem, pierwszego dnia w domu się na mnie obraził i jak mnie widział zadzierał oburzony głowę do góry i udawał, że mnie nie widzi W czwartek było już jednak lepiej, głaski zaczęły mu się nawet podobać i jak robiłam coś w domu chodził za mną i kładł się w tych miejscach, gdzie go wcześniej głaskałam czekając niepewnie na mizianie. W domu podchodził, jadł z ręki, pozwalał się coraz częściej głaskać, nie uciekał już nawet zbytnio, jak się do niego podchodziło. Jak go miziałam po pysiu chętnie zasypiał, pospaliśmy sobie nawet razem na świeżych gazetach A Bohunek obok nas Z Czarnulkiem robiliśmy również próbę z szelkami. Początkowo nie chciał się w nich w ogóle ruszyć, później pokracznie po kilka kroków robił. Jak go położyłam w samych szelkach na podłodze, to przez dobrą godzinę w ogóle się nie ruszył tylko leżał w miejscu, w którym go zostawiłam. Później zaczął się nieśmiało poruszać, a później stwierdził, że niebieskie szelki mu się nie podobają, więc za wszelką cenę trzeba je ściągnąć Trochę mu nie wyszło, bo zatrzymały mu się na zadku, także musiałam mu pomóc uwolnić się od tego strasznego urządzenia. Chłopcy zawsze zachowywali się dosyć obojętnie jak wchodziliśmy do domu, w piątek jednak nastąpił przełom - po otwarciu drzwi zobaczyłam tańczącą z radości dupkę Czarnulka i jego merdający ogonek Uwielbiam tego psa Przed wyjazdem zwróciłam Czarnulkowi "wolność" - pognał od razu bawić się z Psotką, zaglądał jednak co jakiś czas co robię, pozwolił sobie nawet radośnie poszczekać Nie przeszkadzała mu nasza obecność, biegał przed domem, kiedy wychodziliśmy odprowadził nas nawet do bramy, nie chowa się już tak po krzaczorach Żeby nie było jednak tak kolorowo, pogłaskać się jednak na dworze już nie dał

Najbardziej przyjazna okazała się oczywiście Psotka. Można ją głaskać po całym ciałku, bardzo chętnie rozdaje również buziaki. Karmelek to straszny łakomczuch, za jedzeniem władował mi się nawet w czwartek przednimi łapami na kolana, jak siedziałam na krześle Bardzo lubi się bawić, pobiegał trochę za zabawką, pozwolił się pozaczepiać i nie był na zaczepki obojętny. Jak ma ochotę, to da się pogłaskać nawet po grzbiecie. Kazan jak ma ochotę to przyjdzie się przywitać i da się pogłaskać, zazwyczaj jednak jest mu wszystko jedno. Większość psów biegających luzem je z ręki i daje się dotykać po pyszczku. Nawet nieufny Pino smaczki z ręki zaczął brać Diana daje się głaskać po całej głowie nawet bez smaczków, boi się jednak ręki w okolicy grzbietu.

We wtorek dostaliśmy dla psów dwa wiadra surowego mięsa. Oczywiście, żeby nie było tak łatwo, pokroiłam je na małe kawałeczki i karmiliśmy psy z ręki Podeszła nawet biała sunia, myślałam, że pół ręki mi od razu zje Nie znałam jeszcze zbyt wielu psów, wiedziałam jednak, że jedna biała po terenie biega. Jakie było moje zdziwienie, kiedy podczas karmienia, z krzaków wyszła... Druga. No to ja do kojców - no tak, w jednym brakuje mi psa. Przy furtce brakowało kawałeczka betonu. Wystarczyło jednak, aby wykopać dziurę i wyjść. Tak więc z ręki jadła mi właśnie uciekinierka Słomka. Kojec został zabezpieczony (całe szczęście Bonzo nie wyszedł) no i zaczęło się łapanie Słomki. To jest jednak bardzo inteligentna sunia, już do jedzenia nie podchodziła. Udało nam się ją złapać dopiero w czwartek. Mam nadzieję, że do sterylki w kojcu wytrzyma.

Nie ukrywam, że najbardziej wkurzył mnie syf w budach. Oprócz słomy było tam pełno kości, na których te psy musiały leżeć. W większości bud była tylko słoma i kości. W dwóch natomiast było gorzej. W jednej nie było w ogóle słomy, na wierzchu był "dywan" z kości. Pod kośćmi natomiast ziemia z pokruszonym styropianem - robota prawdopodobnie szczurów. Nie omieszkałam opieprzyć za niesprzątnięcie bud przed włożeniem psów do kojców. W piątek więc wzięłam się za wywalanie wszystkiego z bud i wkładanie nowej słomy. No i kolejna niespodzianka. Z wierzchu buda wyglądała całkiem nieźle. Brakowało co prawda deski w dachu, ale położone były na nią dwie plandeki, więc od opadów itp. była osłonięta. W środku słoma, kilka kości - myślę "Jest ok". No to wyciągam tą słomę żeby dać świeżej. A pod słomą... Syf, kiła i mogiła. Dosłownie. Cmentarz z kości i to dosyć konkretnych rozmiarów, w ilości zastraszającej. Pełno ziemi, w której schronienie znalazło mnóstwo robali. Jak już wszystko z tej budy wyjęłam (dwie taczki przede wszystkim kości i ziemi), to się okazało, że buda nie ma połowy podłogi... Jeden bok też się trzymał na słowo honoru, więc wiele nie myśląc zaczęliśmy kombinować z tego co było pod ręką. A że palet, desek itp. pod dostatkiem, to razem z Grześkiem naprawiliśmy tą budę w miarę możliwości. Niestety budy są bardzo wiekowe i deski są bardzo spróchniałe. Jakby ktoś miał więc budę na zbyciu, to dla Krzykoskich psów się na pewno przydadzą, tym bardziej, że jesień za pasem.

Oczywiście, nie obyło się bez szwanku Nie wiem kiedy, ale rozcięłam sobie głowę Na szczęście lekko i szycie niepotrzebne

Jeśli ktoś ma możliwość, to naprawdę fajnie by było, gdyby do Krzykosów pojechał. Im więcej te psy przebywają z ludźmi tym dla nich lepiej. Da się tam spokojnie przeżyć, doskwiera jedynie brak ciepłej wody, ale zawsze można zagrzać. Zbyszek jest osobą bardzo serdeczną, na psach mu bardzo zależy. Chętnie się uczy, o wiele rzeczy pyta, dużo obserwuje. Niestety życie potoczyło mu się tak, a nie inaczej. Moim zdaniem naprawdę warto mu pomóc, a widok kilkunastu psów witających go radośnie każdego dnia jest doskonałą nagrodą.
 
Jagoda

   
 
 
 
 
 
 






 
 
Wspierane przez Hosting o12.pl